Witam!
Dziś nic głębokiego, godnego utopienia się, ewentualnie taplania się w błocie nie napiszę. Mój dzisiejszy wpis można streścić w czterech słowach: NIE CHCE MI SIĘ. A czego?
Wszystkiego, no oprócz snu, chociaż to umowne.
Mam ochotę zatopić się w jakiejś przyjemnej i lekkostrawnej książki. Mam ochotę zjeść kolację, mimo, że odchudzam się do studniówki mojego Lestata. Tak, mnie dwudziestodwuletnią krowę czeka studniówka. Ale mam gdzieś wszystkie trendy i inne bzdury. Wybrałam dekadencki styl lat pięćdziesiątych, czyli vintege pełną gębą. O. Mam ochotę spędzić miły weekend u Lestata, ale... Nie, on i jego zespół muszą nagrywać demo.I masz wiedźmo placek. A najbardziej mam ochotę na sen i obudzenie się wczesną wiosną. A tymczasem egzaminy paskudnie majaczą wszystkim studentom na horyzoncie. Ale praktykami terenowymi nie pogardzę. Dziesięć dni picia niemieckiego piwa, co wieczornych ognisk i ciekawych dyskusji... No może nie do końca mądrych.
A na co nie mam ochoty? Na jutrzejsze 12 h na uczelni, wysłuchiwania roli kobiety u Indian Jivaro. Na laboratoria etnograficzne, na spotkanie idiotów co po niektórych z mojego roku. Nawet spotkanie z naszym nowym mentorem, który pomaga nam w organizowaniu wyjazdu do Kazachstanu. Po prostu boimy się konfrontacji planów i wyobrażeń z rzeczywistością. Nie chce mi się czytać tekstów na jutro, które notabene mi się gdzieś zawieruszyły. Ale jutro będę półtorej godziny na nie. Studenckie życie jest piękne, a w sesji przypomina rzyć.
Kończę marudzenie, bo jedyne co mogę zrobić na jutro... To się wyspać.
Dziewczyna w Labiryncie
wtorek, 11 stycznia 2011
niedziela, 2 stycznia 2011
Hepi niu jir
Witam w Nowym Roku.
W którym mam 22 lata rocznikowo, muszę się do tego przyzwyczaić. Podsumowanie oraz postanowienia wypisałam w swoim czarnym zeszycie, do którego nikt oprócz mnie nie zagląda. Jedno z postanowień to, nadal balansować na granicy prywatności w internecie. Pisząc postanowienia zorientowałam się, że zbyt konkretnych to nie mam... Bo wszystkie, co zależą ode mnie staram się jak najszybciej wprowadzić w życie. Nie potrzebuje nowego roku jako pretekstu.
Czy tylko ja nie cierpię Sylwestra? Impreza jak każda inna, tylko z wielką otoczką szału, bo trzeba pożegnać stary i powitać nowy rok. Nie lubię huku fajerwerków, owszem w nocy na niebie wyglądają pięknie, ale poranek pierwszego stycznia jest dosyć przygnębiający. Nie wspomnę o zwierzętach, które huk potrafi przerazić. Grunt, że ludzie się bawią zajebiście.
Ten rok będzie wymagał ode mnie siły, aby zaliczyć dobrze sesję zimową i letnią. Musze się także przyłożyć do rosyjskiego i angielskiego. Jeżeli wyjazd na staż do Kazachstanu nie wypali, to będę musiała pocieszyć się Londynem. Szkoda, że nie mam skrystalizowanych planów. Lubię mieć wszystko zaplanowane. Póki co, to chcę mieć nadal wolne, jutro już jadę na uczelnie, a później do biblioteki. Oddać i wypożyczyć jakieś książki, tak dla siebie.
Kończę bo straciłam polot...
W którym mam 22 lata rocznikowo, muszę się do tego przyzwyczaić. Podsumowanie oraz postanowienia wypisałam w swoim czarnym zeszycie, do którego nikt oprócz mnie nie zagląda. Jedno z postanowień to, nadal balansować na granicy prywatności w internecie. Pisząc postanowienia zorientowałam się, że zbyt konkretnych to nie mam... Bo wszystkie, co zależą ode mnie staram się jak najszybciej wprowadzić w życie. Nie potrzebuje nowego roku jako pretekstu.
Czy tylko ja nie cierpię Sylwestra? Impreza jak każda inna, tylko z wielką otoczką szału, bo trzeba pożegnać stary i powitać nowy rok. Nie lubię huku fajerwerków, owszem w nocy na niebie wyglądają pięknie, ale poranek pierwszego stycznia jest dosyć przygnębiający. Nie wspomnę o zwierzętach, które huk potrafi przerazić. Grunt, że ludzie się bawią zajebiście.
Ten rok będzie wymagał ode mnie siły, aby zaliczyć dobrze sesję zimową i letnią. Musze się także przyłożyć do rosyjskiego i angielskiego. Jeżeli wyjazd na staż do Kazachstanu nie wypali, to będę musiała pocieszyć się Londynem. Szkoda, że nie mam skrystalizowanych planów. Lubię mieć wszystko zaplanowane. Póki co, to chcę mieć nadal wolne, jutro już jadę na uczelnie, a później do biblioteki. Oddać i wypożyczyć jakieś książki, tak dla siebie.
Kończę bo straciłam polot...
czwartek, 23 grudnia 2010
Wesołych!
Wesołych Świąt!
Dziś Wigilia, a ja nie śpię od godziny 7. Rodzicielka widząc, że idę zaspana do łazienki, tak się rozgadała, że mnie rozbudziła. Na samej kolacji będę pewnie przysypiać z racji mojego osłabionego paskudnym przeziębieniem organizmu. Właśnie. Zauważyłam, że odkąd wróciłam z Anglii, to moją mała tradycją jest, a raczej są choroby lub różne bóle, na święta tudzież Sylwestra. W zeszłym roku przed Gwiazdką miałam problemy z zębem cud, że z tymi wszystkimi limitami udało się dostać do dentysty, który jeszcze miał refundowane leczenie przez NFZ. Dokładnie 31 grudnia rok temu złapałam anginę. Mam nadzieje, że w tym roku wyczerpałam limit pecha. Załatwiłam sobie zatoki i jakoś leczę je po domowemu i śródstopie, które kiedyś miałam pęknięte. Teraz mam słodką nadzieję, że jest tylko i wyłącznie przeciążone.
Dosyć zrzędzenia i marudzenia. Dziś moja pierwsza kolacja wigilijna w 9 osób i nie mogę się jej doczekać! Ja która dzieci nie cierpiałam i to z wzajemnością (podejrzewam, że co niektóre się mnie boją....) Cieszę się na spotkanie z moim dwu letnim kuzynem, ale z jego starszym bratem, który ma trzynaście lat to już nie. Co ja poradzę, że nie umiem rozmawiać z gimnazjalistami, którzy uwielbiają samochody i majsterkowanie. No i prezenty! Szału z tym nie będzie, ale dostanę książkę od Rodzicielki "Dożywocie" Marty Kisiel, przepadłam dla tej książki, a od Piyoko już dostałam małego pluszowego misia, który wygląda jak Kłamczuch! Jak dostanę jakąś figurkę pseudo porcelanową to się załamię... Zaledwie tydzień temu zrobiłam porządki i całe to ustrojstwo schowałam głęboko...
Póki co będę musiała przeżyć wyprawę na cmentarz z własnoręcznie wykonanym stroikiem. U mojego L nie ma zwyczaju zapalania znicza w Boże narodzenie. To chyba jest tylko w rodzinach, gdy ktoś bliski odszedł, ale to temat na inną notkę.
Wiecie co bym chciała zrobić? Zapytać się tych ludzi, którzy przynoszą kartki grające kolędy ( najczęściej hamerykańskie Jingle Bells). Po co? Co im to daje? Że na grobie ich bliskiego rozbrzmiewa kiczowata melodyjka? Wczoraj z Piyoko widziałyśmy przykry dosyć widok. Taka kartka wygrywa swoją wesołą, kiczowatą melodyjkę, a obok pogrzeb tragicznie zmarłego sąsiada z mojej ulicy. Postawcie się na miejscu rodziny zmarłego. Jeżeli, ktoś ma taki zwyczaj i przypadkiem tu zabłądzi to proszę o odpowiedź na pytanie, w jakim celu to służy.
Trochę ponuro i bardzo przynudzające, ale sama jestem trochę nie wstanie (z racji pory i stanu zdrowia).
Dziś Wigilia, a ja nie śpię od godziny 7. Rodzicielka widząc, że idę zaspana do łazienki, tak się rozgadała, że mnie rozbudziła. Na samej kolacji będę pewnie przysypiać z racji mojego osłabionego paskudnym przeziębieniem organizmu. Właśnie. Zauważyłam, że odkąd wróciłam z Anglii, to moją mała tradycją jest, a raczej są choroby lub różne bóle, na święta tudzież Sylwestra. W zeszłym roku przed Gwiazdką miałam problemy z zębem cud, że z tymi wszystkimi limitami udało się dostać do dentysty, który jeszcze miał refundowane leczenie przez NFZ. Dokładnie 31 grudnia rok temu złapałam anginę. Mam nadzieje, że w tym roku wyczerpałam limit pecha. Załatwiłam sobie zatoki i jakoś leczę je po domowemu i śródstopie, które kiedyś miałam pęknięte. Teraz mam słodką nadzieję, że jest tylko i wyłącznie przeciążone.
Dosyć zrzędzenia i marudzenia. Dziś moja pierwsza kolacja wigilijna w 9 osób i nie mogę się jej doczekać! Ja która dzieci nie cierpiałam i to z wzajemnością (podejrzewam, że co niektóre się mnie boją....) Cieszę się na spotkanie z moim dwu letnim kuzynem, ale z jego starszym bratem, który ma trzynaście lat to już nie. Co ja poradzę, że nie umiem rozmawiać z gimnazjalistami, którzy uwielbiają samochody i majsterkowanie. No i prezenty! Szału z tym nie będzie, ale dostanę książkę od Rodzicielki "Dożywocie" Marty Kisiel, przepadłam dla tej książki, a od Piyoko już dostałam małego pluszowego misia, który wygląda jak Kłamczuch! Jak dostanę jakąś figurkę pseudo porcelanową to się załamię... Zaledwie tydzień temu zrobiłam porządki i całe to ustrojstwo schowałam głęboko...
Póki co będę musiała przeżyć wyprawę na cmentarz z własnoręcznie wykonanym stroikiem. U mojego L nie ma zwyczaju zapalania znicza w Boże narodzenie. To chyba jest tylko w rodzinach, gdy ktoś bliski odszedł, ale to temat na inną notkę.
Wiecie co bym chciała zrobić? Zapytać się tych ludzi, którzy przynoszą kartki grające kolędy ( najczęściej hamerykańskie Jingle Bells). Po co? Co im to daje? Że na grobie ich bliskiego rozbrzmiewa kiczowata melodyjka? Wczoraj z Piyoko widziałyśmy przykry dosyć widok. Taka kartka wygrywa swoją wesołą, kiczowatą melodyjkę, a obok pogrzeb tragicznie zmarłego sąsiada z mojej ulicy. Postawcie się na miejscu rodziny zmarłego. Jeżeli, ktoś ma taki zwyczaj i przypadkiem tu zabłądzi to proszę o odpowiedź na pytanie, w jakim celu to służy.
Trochę ponuro i bardzo przynudzające, ale sama jestem trochę nie wstanie (z racji pory i stanu zdrowia).
Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim:
Wesołych, spokojnych świąt, oraz spełnienia marzeń. Co najważniejsze spokoju i zgody ducha.
sobota, 18 grudnia 2010
powrót
Witam wszystkich.
Z góry przepraszam za moją nieobecność, jakoś blog mnie troszeczkę odstrasza swoją publicznością.
Z jednej strony chcę, aby ludzie tu zaglądali i co najważniejsze czytali... Ale też są tacy, którzy nie powinni tutaj zaglądać, bynajmniej ja sobie bym tego nie życzyła. Niestety, aż tak dobrze nie ma.
Aktualnie bez bicia, mogę się przyznać, że jestem szczęśliwa. Jeszcze tylko trzy dni na uczelni. Profesor z Ukrainy sobie nagle przyjechał i przez trzy dni mam fakultet z nim. Nawet nie wiem na jaki temat on jest...
Ale święta, święta! Tak JA cieszę się z świąt! Zawsze zamykałam się i pogrążałam w niezbyt optymistycznych myślach... Ale tym razem kuzynka zaprosiła mnie i Rodzicielkę na wigilie do siebie. Dziwnie tak święta spędzić w dziewięć osób. Najliczniejsza i najtłoczniejsza wigilia jaką przeżyłam to w cztery osoby. Daawno temu. Fakt, dzielenie się opłatkiem nadal mnie przeraża, posiadam kuzyna w wieku gimnazjalnym, za którym nie przepadam... Bo nie wiem jak się do niego odnosić. Prezenty kupione i zrobione ;) Ostatnio bawię w hand made. Na urodziny od Lestata dostałam zestaw półfabrykatów Svarowskiego.
Właśnie! Miałam urodziny już ponad tydzień temu i jestem oficjalnie dorosła w świetle prawa Hamerykańskiego! Spędziłam je na ruskim szampanie w parku, a później w pubie. Czuję jakby świat stał otworem i wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Nie ma problemów nierozwiązywalnych, jak nie można drzwiami to oknem. Po za tym czuję jakąś przyjemność, gdy nagle muszę szukać innego wyjścia z sytuacji... Rodziciel wierzy, że zawsze spadam na cztery łapy, jak kot i chyba muszę mu przyznać rację.
Tylko, żeby spaść na cztery łapy podczas tej sesji zimowej, to będę musiała się postarać...
Tak jest urocza godzina 23:23 a ja siedzę z małym adhd i piszę. Zamiast iść spać, lub uczyć się na rosyjski.
Pochwalę się jeszcze tylko moim amatorskim hand made i zbieram się spać. Uh niedługo czas wolny, sesja (tfuu!) zdjęciowa za mną chodzi. Taka w śniegu ~~
Póki co, obiecuję tu pisywać częściej ;) Miłego weekendu.
Z góry przepraszam za moją nieobecność, jakoś blog mnie troszeczkę odstrasza swoją publicznością.
Z jednej strony chcę, aby ludzie tu zaglądali i co najważniejsze czytali... Ale też są tacy, którzy nie powinni tutaj zaglądać, bynajmniej ja sobie bym tego nie życzyła. Niestety, aż tak dobrze nie ma.
Aktualnie bez bicia, mogę się przyznać, że jestem szczęśliwa. Jeszcze tylko trzy dni na uczelni. Profesor z Ukrainy sobie nagle przyjechał i przez trzy dni mam fakultet z nim. Nawet nie wiem na jaki temat on jest...
Ale święta, święta! Tak JA cieszę się z świąt! Zawsze zamykałam się i pogrążałam w niezbyt optymistycznych myślach... Ale tym razem kuzynka zaprosiła mnie i Rodzicielkę na wigilie do siebie. Dziwnie tak święta spędzić w dziewięć osób. Najliczniejsza i najtłoczniejsza wigilia jaką przeżyłam to w cztery osoby. Daawno temu. Fakt, dzielenie się opłatkiem nadal mnie przeraża, posiadam kuzyna w wieku gimnazjalnym, za którym nie przepadam... Bo nie wiem jak się do niego odnosić. Prezenty kupione i zrobione ;) Ostatnio bawię w hand made. Na urodziny od Lestata dostałam zestaw półfabrykatów Svarowskiego.
Właśnie! Miałam urodziny już ponad tydzień temu i jestem oficjalnie dorosła w świetle prawa Hamerykańskiego! Spędziłam je na ruskim szampanie w parku, a później w pubie. Czuję jakby świat stał otworem i wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Nie ma problemów nierozwiązywalnych, jak nie można drzwiami to oknem. Po za tym czuję jakąś przyjemność, gdy nagle muszę szukać innego wyjścia z sytuacji... Rodziciel wierzy, że zawsze spadam na cztery łapy, jak kot i chyba muszę mu przyznać rację.
Tylko, żeby spaść na cztery łapy podczas tej sesji zimowej, to będę musiała się postarać...
Tak jest urocza godzina 23:23 a ja siedzę z małym adhd i piszę. Zamiast iść spać, lub uczyć się na rosyjski.
Pochwalę się jeszcze tylko moim amatorskim hand made i zbieram się spać. Uh niedługo czas wolny, sesja (tfuu!) zdjęciowa za mną chodzi. Taka w śniegu ~~
Póki co, obiecuję tu pisywać częściej ;) Miłego weekendu.
wtorek, 12 października 2010
Dywagacje na temat religii, uwaga: wypociny.
Czytając bloga Honey (www.honorata-skarbek.com) która poruszyła zjawisko homoseksualizmu... Ale ja nie o tym chciałam. No może nie do końca. Zdziwiły mnie komentarze, które za argument stawiały religię katolicką. Co mnie zdziwiło i zaintrygowało. Zdziwiło mnie argumentowanie religią, które można paroma celnymi uwagami obalić. Czy w starożytnej Grecji i Rzymie homoseksualizm nie był na poziomie dziennym? On się nie schował na 2000 tysiące lat, aby w XX wieku wyskoczyć jako "problem" i "choroba". Jakby nie patrzeć homoseksualizm jest starszy od religii chrześcijańskiej biorąc pod uwagę Rzym i Grecję. Pomniejsze ludy i plemiona sobie odpuszczę, bo nawet ich nie pamiętam.
Kontynuując, wróciłam do siebie i swojej wiary. Jestem agnostyczką. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam i po cichu podziwiam PRAWDZIWYCH ateistów. Chyba bym nie umiała żyć bez wiary w "coś". W cokolwiek co stoi nad nami, że coś jest tam po życiu. Niebo, Piekło, Wędrówka Dusz i Reinkarnacja z której słyną Dalajlamowie i Panczenlamowie. Z uśmiechem na ustach przypomniałam sobie drogę do mojej aktualnej postawy.
Babcia nauczyła mnie kilku modlitw, w wieku sześciu lat rezolutnie oświadczyłam Rodzicielowi, że wolę wierzyć w greckich bogów, bo są... Ciekawsi, niż nasz chrześcijański Bóg. Rodziciel jako nie wierzący poklepał mnie po główce i dalej opowiadał mity, czytał Baśnie Tysiąca Jednej Nocy oraz legendy które uwielbiałam. Później chodziłam na rekolekcje, przed komunią co niedziela do kościoła. Komunię wspominam jako jeden wielki stres wokół którego ludzie robili wiele szumu. Jeszcze mnie ktoś nastraszył, że może jednak mnie nie dopuszczą, bo nie wiadomo czy byłam grzeczna.
Po całej komunijnej wrzawie chodziłam do kościoła, z czasem coraz rzadziej, aż ograniczyło się do Wielkanocy. Później.... Rozczytałam się w fantastyce. Harry Potter, Władca Pierścieni, Wiedźmin, aż w końcu trafiłam na Sagę o Ludziach Lodu Margit Sandemo. No i się zaczęło, w SoLL jest mocno poruszany watek nazwijmy to okultyzmem, demonów i... Lucyfera. Ale nie jako Szatana, ale Upadłego Anioła, który nie pokłonił się dziełu Boga, czyli Adamowi i wyleciał na zbity pysk z Edenu. Podchwyciłam haczyk i bawiłam się w magię ze zmiennym powodzeniem i skutkiem. Czaru miłosnego nie zapomnę do dziś, chłopak nie chciał się odczepić przez ponad rok. Spieprzyłam komuś rok życia, widziałam dziwne rzeczy. W wieku szesnastu lat, gdzie niby człowiek jest na tyle dorosły, aby decydować o swojej religii oznajmiłam rodzicom, że jestem Wicca. Czyli krótko mówiąc czarownicą, trwało to z dwa lata, a później... Zapomniałam o całym kramie związanym w religią. Owszem klnę, używam z przyzwyczajenia tekstu "O mój boże" nie mając konkretnego boga na myśli. Teraz jakoś nie mam czasu na jakąkolwiek religię, ale szanuję i podziwiam chrześcijan (nie tylko katolików). Jakoś to, że oni wierzą i odprawiają obrzędy mnie wzrusza. Święta Bożego Narodzenia świętuje ze względu na Rodzicielkę, po prostu usiłujemy zachować pozory normalności i to jak było "kiedyś" gdy nie byłyśmy same.Sprawia mi to chyba jakąś taką małą frajdę, ale przynosi też łzy, zwłaszcza gdy K wyjedzie do babci.
I co potrafi zainspirować do nasmarowania takiego tekstu? Kilka komentarzy na blogu wschodzącej polskiej gwiazdki i "Opis gęsty". Tekst etnologiczny, który mam przeczytać na jutro, na Laboratorium Etnograficzne. Co z tego, że czytałam go już dwa razy i tak nic pamiętam. A po za tym, nie ma to jak przeprowadzać retrospekcję własnej wiary, z mruczącym obok czarnym kocurem o imieniu Behemot.
A tak naprawdę to ja jestem wiedźmą... Z charakteru.
niedziela, 10 października 2010
'popod wiecznością'
Umieram, a dopiero jest 10:30. Pograłam w uzależniającą grę Zombie vs. Plants... Okej zerknę jeszcze na Facebooka i podleję swoje roślinki w Fairyland... I zabieram się za naukę, jutro kolokwium, pierwsze w tym sezonie hell yeah!!! Tydzień znów się rozpoczyna, jestem z siebie dumna. Dałam radę, nie dostałam nawet rozstroju nerwowego. Choć fakt, gdy w czwartek o 7.50 wdrapywałam się na trzecie piętro na zajęcia, zastanawiałam się po jaką cholerę mi dwa kierunki... A w piątek dobił mnie mój kuzyn, którym musiałam się zajmować.
Już się w miarę uspokoiłam i nie nosi mnie, no i wyciszyłam się wewnętrznie. Najważniejszy jest teraz cel, dotrwać do piątku i zdystansować się odrobinę do ludzi, bo pewnie niektórych potrafię przerazić szczerością...
Zabieram się za naukę... Ale najpierw: pogram jeszcze, zrobię gorącą czekoladę i zajrzę do notatek dopiero. Pewnie coś jeszcze się znajdzie w "drodze" do notatek. Uhhh nadal mam ochotę na sesję, ale nie mam pomysłu.
A i jeszcze moja "niedzielna" piosenka:
SDM 'W zakątku cmentarza'
Już się w miarę uspokoiłam i nie nosi mnie, no i wyciszyłam się wewnętrznie. Najważniejszy jest teraz cel, dotrwać do piątku i zdystansować się odrobinę do ludzi, bo pewnie niektórych potrafię przerazić szczerością...
Zabieram się za naukę... Ale najpierw: pogram jeszcze, zrobię gorącą czekoladę i zajrzę do notatek dopiero. Pewnie coś jeszcze się znajdzie w "drodze" do notatek. Uhhh nadal mam ochotę na sesję, ale nie mam pomysłu.
A i jeszcze moja "niedzielna" piosenka:
SDM 'W zakątku cmentarza'
niedziela, 3 października 2010
Czuję się jak hipokrytka. "Trwoga to do Boga?" W moim przypadku raczej do internetu, a dokładniej do bloga. Póki co jesień mi nie służy, nosi mnie. A obiecałam sobie, że nie będę się uzewnętrzniać w internecie *parsk* coś mi chyba nie wychodzi. Słucham Tańca Wampirów na przemian z Upiorem i szukam szablonu na tego bloga, bo coś mi mówi, że tu trochę zagrzeje... Idzie zima, prawda? Co mi szkodzi? Przecież to nie zbrodnia, tylko skaże ludzi na swoje wewnętrzne wypociny... Tak, owszem mam lęk, że przeczyta to ktoś, kto nie powinien. Takie, o. Mentalne wymiociny. Chyba jednak będzie sam sobie winien.
Uh glany zakupiłam, nawet odebrały swoją krwawą ofiarę, łącznie sześć odcisków. Mam miesiąc na rozchodzenie, przecież jadę na Falkon, już się nie mogę doczekać! Spotkania z Ven i moimi ulubionymi pisarzami, marzy mi się piwo z panem Pilipiukiem.
Obudziło się we mnie zwierzę i to niestety jest leniwiec, muszę książki posprzedawać. Obiecuję, że od wtorku się za to zabieram.
Chyba uzależniłam się od sesji fotograficznych. Dziwnie nie mieć nic w planach.
Plany w miarę pogodzone i z Etno i Kulturo, a w piątek zajmę się moim kuzynkiem, który ma ponad rok. To jedyne dziecko, które mnie lubi (przynajmniej to pokazuje...) i które ja lubię. Zobaczymy jak to będzie wyglądać po piątku...
Powoli wracam do siebie, Wampiry pomogły.
http://www.youtube.com/watch?v=aMJ-kz3vMSE&feature=related
Uh glany zakupiłam, nawet odebrały swoją krwawą ofiarę, łącznie sześć odcisków. Mam miesiąc na rozchodzenie, przecież jadę na Falkon, już się nie mogę doczekać! Spotkania z Ven i moimi ulubionymi pisarzami, marzy mi się piwo z panem Pilipiukiem.
Obudziło się we mnie zwierzę i to niestety jest leniwiec, muszę książki posprzedawać. Obiecuję, że od wtorku się za to zabieram.
Chyba uzależniłam się od sesji fotograficznych. Dziwnie nie mieć nic w planach.
Plany w miarę pogodzone i z Etno i Kulturo, a w piątek zajmę się moim kuzynkiem, który ma ponad rok. To jedyne dziecko, które mnie lubi (przynajmniej to pokazuje...) i które ja lubię. Zobaczymy jak to będzie wyglądać po piątku...
Powoli wracam do siebie, Wampiry pomogły.
http://www.youtube.com/watch?v=aMJ-kz3vMSE&feature=related
''Wmówili ci
że zmiana grzechem jest
Lecz ty już wiesz, że to nie grzech
Bo przeczuwałaś
kłamstwo, podstęp, blef
Ukrywano przed tobą
że jest lepszy świat
Więc żyj w zgodzie z sobą
bo reszta to fałsz
Ja wiem, czego ci tu brak:
Ty na skrzydłach nocy unieść się chcesz
bo w ciemności znajdziesz sens
gdy postradasz zmysły w niej''
Subskrybuj:
Posty (Atom)