czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych!

Wesołych Świąt!
  Dziś Wigilia, a ja nie śpię od godziny 7. Rodzicielka widząc, że idę zaspana do łazienki, tak się rozgadała, że mnie rozbudziła. Na samej kolacji będę pewnie przysypiać z racji mojego osłabionego paskudnym przeziębieniem organizmu. Właśnie. Zauważyłam, że odkąd wróciłam z Anglii, to moją mała tradycją jest, a raczej są choroby lub różne bóle, na święta tudzież Sylwestra. W zeszłym roku przed Gwiazdką miałam problemy z zębem cud, że z tymi wszystkimi limitami udało się dostać do dentysty, który jeszcze miał refundowane leczenie przez NFZ. Dokładnie 31 grudnia rok temu złapałam anginę. Mam nadzieje, że w tym roku wyczerpałam limit pecha. Załatwiłam sobie zatoki i jakoś leczę je po domowemu i śródstopie, które kiedyś miałam pęknięte. Teraz mam słodką nadzieję, że jest tylko i wyłącznie przeciążone.
   Dosyć zrzędzenia i marudzenia. Dziś moja pierwsza kolacja wigilijna w 9 osób i nie mogę się jej doczekać! Ja która dzieci nie cierpiałam i to z wzajemnością (podejrzewam, że co niektóre się mnie boją....) Cieszę się na spotkanie z moim dwu letnim kuzynem, ale z jego starszym bratem, który ma trzynaście lat to już nie. Co ja poradzę, że nie umiem rozmawiać z gimnazjalistami, którzy uwielbiają samochody i majsterkowanie. No i prezenty! Szału z tym nie będzie, ale dostanę książkę od Rodzicielki "Dożywocie" Marty Kisiel, przepadłam dla tej książki, a od Piyoko już dostałam małego pluszowego misia, który wygląda jak Kłamczuch! Jak dostanę jakąś figurkę pseudo porcelanową to się załamię... Zaledwie tydzień temu zrobiłam porządki i całe to ustrojstwo schowałam głęboko...
   Póki co będę musiała przeżyć wyprawę na cmentarz z własnoręcznie wykonanym stroikiem. U mojego L nie ma zwyczaju zapalania znicza w Boże narodzenie. To chyba jest tylko w rodzinach, gdy ktoś  bliski odszedł, ale to temat na inną notkę.
  Wiecie  co bym chciała zrobić? Zapytać się tych ludzi, którzy przynoszą kartki grające kolędy ( najczęściej hamerykańskie Jingle Bells). Po co? Co im to daje? Że na grobie ich bliskiego rozbrzmiewa kiczowata melodyjka? Wczoraj z Piyoko widziałyśmy przykry dosyć widok. Taka kartka wygrywa swoją wesołą, kiczowatą melodyjkę, a obok pogrzeb tragicznie zmarłego sąsiada z mojej ulicy. Postawcie się na miejscu rodziny zmarłego. Jeżeli, ktoś ma taki zwyczaj i przypadkiem tu zabłądzi to proszę o odpowiedź na pytanie, w jakim celu to służy.
   Trochę ponuro i bardzo przynudzające, ale sama jestem trochę nie wstanie (z racji pory i stanu zdrowia).


Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim:

Wesołych, spokojnych świąt, oraz spełnienia marzeń. Co najważniejsze spokoju i zgody ducha.

sobota, 18 grudnia 2010

powrót

Witam wszystkich.
   Z góry przepraszam za moją nieobecność, jakoś blog mnie troszeczkę odstrasza swoją publicznością.
Z jednej strony chcę, aby ludzie tu zaglądali i co najważniejsze czytali... Ale też są tacy, którzy nie powinni tutaj zaglądać, bynajmniej ja sobie bym tego nie życzyła.  Niestety, aż tak dobrze nie ma.

   Aktualnie bez bicia, mogę się przyznać, że jestem szczęśliwa. Jeszcze tylko trzy dni na uczelni. Profesor z Ukrainy sobie nagle przyjechał i przez trzy dni mam fakultet z nim. Nawet nie wiem na jaki temat on jest...
Ale święta, święta! Tak JA cieszę się z świąt! Zawsze zamykałam się i pogrążałam w niezbyt optymistycznych myślach... Ale tym razem kuzynka zaprosiła mnie i Rodzicielkę na wigilie do siebie. Dziwnie tak święta spędzić w dziewięć osób. Najliczniejsza i najtłoczniejsza wigilia jaką przeżyłam to w cztery osoby. Daawno temu. Fakt, dzielenie się opłatkiem nadal mnie przeraża, posiadam kuzyna w wieku gimnazjalnym, za którym nie przepadam... Bo nie wiem jak się do niego odnosić. Prezenty kupione i zrobione ;) Ostatnio bawię w hand made. Na urodziny od Lestata dostałam zestaw półfabrykatów Svarowskiego.

    Właśnie! Miałam urodziny już ponad tydzień temu i jestem oficjalnie dorosła w świetle prawa Hamerykańskiego! Spędziłam je na ruskim szampanie w parku, a później w pubie. Czuję jakby świat stał otworem i wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Nie ma problemów nierozwiązywalnych, jak nie można drzwiami to oknem. Po za tym czuję jakąś przyjemność, gdy nagle muszę szukać innego wyjścia z sytuacji... Rodziciel wierzy, że zawsze spadam na cztery łapy, jak kot i chyba muszę mu przyznać rację.
Tylko, żeby spaść na cztery łapy podczas tej sesji zimowej, to będę musiała się postarać...

   Tak jest urocza godzina 23:23 a ja siedzę z małym adhd i piszę. Zamiast iść spać, lub uczyć się na rosyjski.
Pochwalę się jeszcze tylko moim amatorskim hand made i zbieram się spać. Uh niedługo czas wolny, sesja (tfuu!) zdjęciowa za mną chodzi. Taka w śniegu ~~


Póki co, obiecuję tu pisywać częściej ;) Miłego weekendu.